Codziennie pragnę kochać cię.
Swym pocałunkiem porwij mnie.
Słodszymi zdają się dziś być wspomnienia z tamtych letnich dni.
Ciastka pyszne są, lecz nie ma sensu tylko tyć.
Już wolę schrupać uśmiech twój.
Weź moją dłoń, najwyższy czas iść.

Często widzę ciebie w moich snach.
Jak przyjaciel odganiasz mój strach.
Przed nami widnieją drogi dwie.
Dokąd pójdziesz? W tę, a może jednak w tę?
Urodziny już niedługo masz.
Pokaż język, zakryj dłonią twarz.
Lecz wygłupów nadszedł wreszcie kres.
Los przemówił: odrzuć wszystkie troski precz!

Ta kolorowa baśń, w którą dziwnym przypadkiem wplątaliśmy się,
przegania nasze troski, by zamienić je w śmiech odganiający szare cienie.
Ciężko w to uwierzyć, lecz trud cierpliwości w końcu z nawiązką opłaci ci się.
Zacznijmy dziś wspólnie budować lepszy dzień.
Jesteś gotowy?

Codziennie pragnę kochać cię.
Swym pocałunkiem porwij mnie.
Słodszymi zdają się dziś być wspomnienia z tamtych letnich dni.
Ciastka pyszne są, lecz nie ma sensu tylko tyć.
Już wolę schrupać uśmiech twój. Weź moją dłoń, najwyższy czas iść.

Dzwoni budzik! Wstrętny alarm wyrywa mnie ze snu.
Czyżby to był już ranek? W łóżku ciepło jest.
Dlaczego nie wśliźniesz się? Przytul mocno mnie.
Choć minutę tak spędzić chcę.